Tożsamość Wila – Teatr Ludowy – projekt Teatr Polska

25 października, czwartek, godz. 18:00 , Kino Sokół w Starym Sączu

25 października

reżyseria Gabriela Muskała
dramaturgia Monika Muskała
scenografia Justyna Łagowska
muzyka Dawid Sulej Rudnicki
konsultacje choreograficzne Justyna Kaczmarska
asystent reżysera Tadeusz Łomnicki
asystent dramaturga Daniel Sołtysiński
inspicjent/sufler Anita Wilczak-Leszczyńska/Anna Ryś
363 premiera Teatru Ludowego
Scena Stolarnia 2 grudnia 2017obsada:
Piotr Franasowicz
Andrzej Franczyk
Małgorzata Kochan
Tadeusz Łomnicki
Krystian Pesta
Beata Schimscheiner
Iwona Sitkowska
Katarzyna Tlałka
Bilety: 30 PLN

 

Tożsamość Wila to kolejny tekst Amanity Muskarii – pod tym pseudonimem dramaty piszą siostry Gabriela i Monika Muskała. Spektakl w Teatrze Ludowym opowiada o Nowej Hucie, a jak mówiła przed premierą reżyserka: „Przybyłyśmy do Nowej Huty przed rokiem, prawie niczego o niej nie wiedząc. Miałam duże obawy: czy mogę robić spektakl o miejscu, którego nie znam? Z niewiedzy zrobiłyśmy jednak walor. Przez ostatnie dwanaście miesięcy przyjeżdżałyśmy tutaj, spotykałyśmy się z mieszkańcami, poznawałyśmy różne obiekty, chodziłyśmy po zakamarkach Nowej Huty. Myślę, że dziś udałoby mi się zagiąć nowohucianina”.

Twórczynie przedstawienia przyjeżdżały do Nowej Huty dziś pełnej zagranicznych turystów chcących zobaczyć również tę dzielnicę Krakowa. Ale opowiadają nie o nich, ale o mieszkańcach miasta, które miało być idealne. O jego przeszłości i teraźniejszości, o lokalnej społeczności, badanej przez mniej lub bardziej malowniczych antropologów, przyglądających się restauracji Stylowa czy wpraszających się na kawkę do najstarszych mieszkańców Huty. Huty, która dziś już nie jest taka „nowa” – budynki i aleje zapełniają się kolorowymi, tandetnymi reklamami, kolejne sklepy i lokale na parterach majestatycznych bloków mieszkalnych przejmują banki, a na obrzeżach „starej” Huty, tuż obok budowanych w późnym PRL-u wieżowców z wielkiej płyty, wyrastają nowoczesne apartamentowce.

Nowa Huta jest dziś obiektem fascynacji – jako zjawisko społeczne, ale i niezwykły architektoniczny kompleks. U części mieszkańców Krakowa, zwłaszcza tych starszych, wciąż jeszcze pozostaje symbolem działań komunistycznej władzy zagarniającej i niszczącej podkrakowskie wsie, by zbudować nowe miasto mające przytłoczyć inteligencki „Krakówek”.

Ta ambiwalencja w postrzeganiu dzielnicy Krakowa wybrzmiewa w spektaklu właściwie nieustannie – bardzo tu pięknie i zielono, a jednocześnie obco i trochę dziwnie. Niby jest już „jak wszędzie”, ale tu i ówdzie wyłażą uprzedzenia i lęki. Przedstawienie przypomina egzorcyzm: tak, nie sposób zapomnieć o upiorach przeszłości, ale można i trzeba je rozbroić, by żyć teraźniejszością.

A skutecznie upiory pokonać mogą śmiech, dystans, ironia. Gabriela i Monika Muskała budują nieco surrealny świat: na stanowisku archeologicznym (jak wiemy, w okolicach Mogiły prowadzono ostatnio badania) ni stąd, ni zowąd pojawia się pomnik Władimira Iljicza Lenina i… ożywa. Zagubiony Wil (świetny Tadeusz Łomnicki) próbuje odzyskać pamięć i dowiedzieć się, skąd wziął się właśnie w tym miejscu. Z początku pomaga mu Gosia (Beata Schimscheiner), ale Wil trafia też do psycholożki (Małgorzata Kochan), a potem na wierzernicę koła seniorów poświęconą obronie krzyża, czyli wypadkom nowohuckim z 1960 roku.

Scena przedstawienia, realizowanego w miejscowym domu kultury, w którym emeryci inscenizują wydarzenia sprzed ponad pół wieku, okazuje się niezwykle istotna w całym spektaklu. Owszem, śmiejemy się, gdy kolejni wykonawcy (z kółka „Entuzjaści jesieni”) opowiadają o bohaterskiej obronie krzyża, amatorskie (świetnie zagrane) aktorstwo wzbudza pogodne rozczulenie, a zmagania z ZOMO-wcami wyglądają jak gagi rodem z niemej komedii. Ale szybko orientujemy się w dziwności sytuacji, w jaką wprowadziły nas twórczynie Tożsamości Wila – i musimy postawić sobie kilka istotnych pytań. Po pierwsze, jak dziś reagujemy na „obronę krzyża”, skoro w żywej pamięci mamy nie tę nowohucką, ale warszawską sprzed kilku lat. Po drugie, kiedy już uzmysłowimy sobie, że tamta z 1960 roku znaczyła całkiem co innego i wiązała się z odwagą i poświęceniem wielu uczestników owych zdarzeń, zaczynamy myśleć nie tylko o przewrotności dziejów, ale też o swojej świadomości historii. Wywoływanie tych niewygodnych niekiedy dla widza refleksji to jedna z największych zalet przedstawienia.

Bardzo podobała mi się dyskretna intertekstualność spektaklu: Gabriela i Monika Muskała konstruują kolejne sceny, przywołując naszą pamięć o, na przykład, filmach Andrzeja Wajdy czy Marcela Łozińskiego. Agnieszka z Człowieka z marmuru jest dziś reporterką TVN-u (Katarzyna Tlałka) i usiłuje naciągnąć na zwierzenia pracującego w Emausie nawróconego przestępcę (Piotr Franasowicz), tyle że ten przyjechał z Warszawy. Bywa przejmująco, jak wówczas, gdy pojawia się duch chłopa z Mogiły (Andrzej Franczyk) i opowiada bawiącej się w piaskownicy dziewczynce (Iwona Sitkowska) o tym, jak spychacze zniszczyły jego gospodarstwo, a żona posiwiała w ciągu jednej nocy. Sitkowska, niczym Tomek z Wszystko może się przytrafić, zadaje naiwne z pozoru pytania, odsłaniające dramat tych, którym budowa nowego miasta zabrała nie tylko dorobek pokoleń, lecz przede wszystkim ich miejsce na ziemi.

Ale bywa też niezwykle zabawnie, jak na przykład na zebraniu klasowym nowohuckich budynków, gdzie Stylowa (Katarzyna Tlałka), nadal w pretensjach, usiłuje dogryźć Barowi Centralnemu (Małgorzata Kochan i Beata Schimscheiner), Zalew Nowohucki (Andrzej Franczyk) prezentuje nowe oblicze, które zawdzięcza unijnym dotacjom, a zliftingowany Dom Młodego Robotnika (Krystian Pesta) bardzo chce zapomnieć o swojej przeszłości. Tę z kolei hołubi nostalgiczny i skazany na nicość Bar Meksyk (Piotr Franasowicz). W konwencji zaproponowanej przez dramaturżkę i reżyserkę świetnie odnajdują się wszyscy aktorzy, grający (z wyjątkiem Łomnickiego) po kilka postaci poruszających się po niewielkim kwadracie scenicznej przestrzeni.

Dzięki bohaterom Tożsamości Wila może dokonać się wyzwalanie z Historii. Bo ono, jak się zdaje, odbywa się tu przez opowiadanie własnych historii – tych zwykłych, ludzkich, zaplątanych w losy kraju i społeczeństwa, ale przede wszystkim prywatnych i niepowtarzalnych.